Dziś o tym jak prawica przywłaszcza sobie zwroty których nie rozumie. Katolicka feministka – oksymoron wszech czasów

Mój wczorajszy tekst wzbudził sensację na prawicy. Kilka osób postanowiło zrobić pseudo psychoanalizę mojej osoby. I tak oto, dowiedziałam się że jestem feministką – a to dla prawicy największa obelga skierowana pod adresem kobiety, ponieważ oni nie rozumieją znaczenia tego słowa. Liczne seksistowskie uwagi prymitywnych panów oraz zindoktrynowanych religijnie pań, nie są dla mnie żadnym zaskoczeniem.

Wszak w naszym patriarchalnym kraju, kobieta to wciąż użyteczny przedmiot, żywy inkubator na nogach, którego życie nie jest warte złamanego grosza. Bo jeśli życie kobiety w ciąży będzie zagrożone, to prawicowe oszołomstwo pod przymusem chce ją zmusić do poświęcenia swego życia dla zarodka. Nie ważne że to ona jest tym życiem.



Od polskiej kobiety oczekuje się heroicznego poświęcenia, czy się jej to podoba, czy tez nie.
Nasza prawica mentalnie żyje wciąż w stanie ustawicznej wojny.

W jakiś idiotyczny sposób usiłują przenieść pojęcie heroicznego poświęcenia, jakie obowiązywało w czasach wojny, na czasy współczesne. Wychodzi z tego niezły cyrk.
Jakoś bym to wszystko zniosła, mimo iż poziom absurdu sięgnął zenitu, ale nagle okazało się że pani Ogórek to podobno katolicka feministka.

I tu mnie zatkało, bo nijak nie jestem w stanie pojąć takiego oksymoronu. Środowiska katolickie, zdaje się przywłaszczają sobie zwroty o których nie mają pojęcia. Bardzo proszę nie robić sobie takich jaj z feminizmu. Proszę wzorować się na Zanussim,dla niego feministka to demoniczny wamp z pejczem, który pragnie złamać wiarę bohatera z jego szmirowatego filmu.
To odzwierciedla ogromny lek tego pana przed kobiecością. Ok, jestem w stanie to jednak zrozumieć, a nawet litować się nad nim.

Bardzo proszę jednak nie mieszać feminizmu ze środowiskami kościelnymi, bo mało iż jest to obraza dla prawdziwych feministek, to świadczy dodatkowo o tym że religijne aktywistki odmawiając innym kobietom prawa decydowania o sobie i swoim ciele, pragną udawać że działają na rzecz ich dobra. To już czyste kuriozum.

Aby zrozumieć niezrozumiałe, zaczęłam grzebać w necie i trafiłam na taki kwiatek :
http://natemat.pl/34033,katolickie-feministki-wszystkie-mowimy-chlopaki-przesuncie-sie-na-lawce
Pozwolę sobie zacytować fragment tego tekstu:  Człowiek rodzi się jako istota zależna od innych. Wśród głosów radykalnych feministek zbyt wiele słyszy się o wolności, a zbyt mało o odpowiedzialności - przekonuje. - Dużo łatwiej jest oczywiście mówić o tym, że każdy powinien mieć prawo do aborcji, niż na przykład działać na rzecz tego, by państwo wspierało matki, które zdecydują się urodzić niepełnosprawne dzieci. Radykalny feminizm, który znamy z mediów, niezbyt dobrze wpływa też na odpowiedzialność i format charakteru mężczyzn. Ponieważ promuje całkowitą niezależność kobiet, utwierdza mężczyzn w przekonaniu, że oni już nic nie muszą, a więc mogą trwać w niedojrzałości. 

Jako zwolenniczka całkowicie legalnej aborcji, nie będę się rozpisywać na oczywisty temat, iż to, co zrobię z moim ciałem, to tylko i wyłącznie moja prywatna sprawa. Przeciwnicy aborcji zaraz rozpiszą się, jak to mają w zwyczaju, na temat wyższości życia zarodka nad losem dziecka narodzonego, bo te ich zwykle nie obchodzą. A wolność i odpowiedzialność to zjawiska idące w parze. Nie, nie, szczególnie zainteresował mnie ten fragment, iż feminizm jest przyczyną męskiej niedojrzałości. No, jako żyję, to czegoś takiego nie słyszałam. Wychodzi na to że niezależna kobieta, taka która odniosła życiowy sukces, to nie jest godną partnerką dla polskiego mężczyzny. Bo ów mężczyzna to prymityw, dla którego kobieta to niewolnica. I tylko kiedy ja zniewoli, zmusi do zależności, to może się czuć bezpiecznie. Rozwój mężczyzny zależy więc nie od niego samego, lecz od kobiety. (I wyszła z tego jakaś para życiowych kalek).

Jak to fajnie napisał pan Wojciech Eichelberger w książce „Kobieta bez winy i wstydu”: biblijny archetyp mężczyzny jest też upokarzający dla mężczyzn. Adam jawi się nam jako naiwny półgłówek, który najpierw dał się namówić na coś o czym nie miał zielonego pojęcia, a później miał jeszcze o to pretensje. Do dziś dnia ma pretensję i żyje złudzeniem, że jest pierworodnym dzieckiem boga, które sprowadzono na złą stronę. W konsekwencji mężczyźni uzurpują sobie prawo do bycia boskimi namiestnikami i od wieków karzą, poniżają, eksploatują kobiety. Mężczyzna taki, jest często niedojrzały i nieszczęśliwy. Mimo to, jako pierworodny syn boga, czuje się zwolniony z obowiązku pracy nad sobą, chętnie natomiast zabiera się za zmienianie świata i rządzenie, nie zauważając faktu, że nie jest nawet w stanie kontrolować własnej seksualności.

Z drugiej strony drzemie w nim lęk i niepewność uzurpatora domagającego się nieustannych pochwał i zaszczytów. Odpowiedzialnością za seksualne zachowania mężczyzn obarczane są kobiety. Ten pogląd do dziś nieświadomie kształtuje nasze obyczaje, prawo i praktykę sądowniczą.”

Do czego zmierzam – katolicyzm i feminizm ma się niczym pięść do nosa, i bardzo proszę oszalałe religiantki o nie wycieranie sobie gęby wartościami feministycznymi.

Feministka wierzy w równość płci, kobieta i mężczyzna to równoprawni partnerzy. Takiego myślenia nie ma i nigdy nie było w kościele katolickim.

W polskim społeczeństwie patriarchalnym, mężczyzna rządzi a kobieta słucha. Jeśli się nie słucha, to dostanie lanie, a kościół tak skutecznie blokujący ratyfikację Konwencji o Zapobieganiu i Zwalczaniu Przemocy Wobec Kobiet nie ulituje się nad jej losem.

Potrzeba utrzymania władzy nad ludem i pazerność na pieniądze, już dawno odebrała rozum polskim namiestnikom kościelnym. Jeśli mąż cię tłucze polska katoliczko, to zaciskaj zęby, bo małżeństwo to święty sakrament i raczej nie licz na rozwód.

A jeśli go dostaniesz, to za karę nie przystąpisz do komunii świętej. To są dopiero jaja.
Rodzina jako jednostka społeczna, to zjawisko znane od zarania dziejów, kościół do jej istnienia nie jest zupełnie potrzebny. Jak bardzo przestaje być potrzebny, świadczy zmniejszająca się co roku liczba wiernych, uczęszczających do religijnych przybytków.
Gdybym miała sugerować się wczorajszymi wpisami prawicy i katolików na moim blogu, to wyłania się obraz człowieka doszczętnie ogłupiałego, niezależnie od płci.

Panowie i panie, zamiast komentować to co napisałam , obsypali mnie inwektywami. Kobieta przed 40 to dla nich zużyty towar, którego czas już się kończy. Brak gromady dzieci to już życiowe kalectwo. Czyli mentalność wiejskiego prostaka.

Jednocześnie kocmołuchy krzyczą że są feministkami. Feministka to ktoś kto szanuje obydwie płcie, walczy ze zjawiskami patologicznymi, ale nie obarcza winą całego męskiego gatunku za kobiece nieszczęścia. Feministka broni zarówno praw kobiet jak i mężczyzn.
Nie liczę na to że prawica wiele zrozumie z tego co napisałam.

Prawicowi panowie chcą niewolnicy, więc moje słowa z pewnością nie przypadną im do gustu. A panie, cóż... Głupota jest nieuleczalna. Jak widać religijność jedynie ją pogłębia, doprowadzając reprezentantki prawicy do swoistej schizofrenii myślowej.

Wtórując prymitywnym panom, usiłują zepchnąć inną kobietę do kategorii użytkowego sprzętu. To im daje chwilowe poczucie bycia ważną, docenioną. Innej formy szacunku nie mogą się spodziewać, więc przyklasną głupocie. Muszą, są towarem z terminem ważności do spożycia. Niczym więcej.

PS. Pozostanę więc jednak przy klasycznym rozumieniu pojęcia feminizmu. Przede wszystkim jestem człowiekiem a nie kobietą. I sama kieruję swoim życiem. Na to nie pozwoli żadna religia..

Feminizm katolicki – największa z bzdur, a jaką usłyszałam od wielu lat.
Trwa ładowanie komentarzy...